1/10
Narodziny dziecka to dla kobiety jeden z najważniejszych momentów w życiu, bo oto pojawił się upragniony i często długo oczekiwany potomek, którego pokochała jeszcze zanim poczuła w sobie jego życie. Teraz ma go w ramionach. Może się nim cieszyć. Dlaczego jednak nie czuje tego wszechogarniającego szczęścia? Dlaczego wypełnia ją smutek, przygnębienie i rozczarowanie? Czyżby nie była dobrą matką?
Wątpliwości
Sam nie wiem, co o tym myśleć. Z jednej strony zakładam, że skoro specjaliści mówią, że depresja poporodowa istnieje, to pewnie istnieje. Z drugiej strony przypuszczam, że dla wielu kobiet może to być wygodne usprawiedliwienie bierności, bądź wycofania się z obowiązków macierzyńskich. Wiadomo, że gdy rodzi się dziecko, cały dom staje na głowie i dotychczasowe życie po prostu bezpowrotnie znika. To na pewno może rodzić popłoch i smutek. Ale dotyka to zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Jednak kobiety (w odróżnieniu od mężczyzn) mogą usprawiedliwiać się depresją poporodową i mówić, że to nie ich wina, ale "tak po prostu mają".
Przeżyłem coś podobnego. Moja żona (teraz już była) krótko po urodzeniu naszej córki uznala, że ma "Baby Bluesa", więc przenosiła tyle obowiązków, ile tylko mogła na mnie i swoją matkę (poza karmieniem, ale to i tak do czasu szybkiego przejścia na butelkę). Moje argumenty, że może jeśli będzie spędzać więcej czasu z dzieckiem to po prostu "nauczy się" jego reakcji i będzie jej łatwiej się nad nim opiekować były zbywane płaczem i krzykami: "ty nic nie rozumiesz!". Natomiast po upływie 5 miesięcy uznała, że koniecznie musi pójść do pracy, bo nie wyżyjemy z moich dwóch etatów (:/) i w ten sposób usprawiedliwienie baby bluesem płynnie przeszło w usprawiedliwianie obowiązkami zawodowymi i czynnikami finansowymi.
Koniec końców nasze małżeństwo się rozpadło, mieszkamy osobno, ale nasza córka wychowywana jest przez babcię (3,5 dnia w tygodniu) i przeze mnie (2,5 dnia). Moja żona z racjii "obowiązków zawodowych" ma czas dla małej jedynie 3 godziny popołudniami. No i czasem w weekendy. Ale jest całkowicie pewna, że miała baby bluesa. Dla mnie to było zwyczajne wygodnictwo, ale w końcu to tylko moja interpretacja :/
Paranoja
jestem polozna i mam w planie kiedys po ukonczeniu studiow psychologicznych zajac sie problemem depresji i psychozy poporodowej.Ale zwatpilam.....Poziom wypowiedzi jest przerazajacy.A zagadnienie bardzo powazne.Zostane za granica i bede pomagac tym ktorzy na to zasluguja.Polskie Kobiety dostana pomoc od swoich wspanialych mezczyzn......PARANOJA!!!!!!!!!!!!!
dzieci
Jednym słowem ja taką żone, matkę mojego dziecka to bym wyjeb...za dzwi i niech tam się depresuje.ALE jak to mówia jaka żona taki mąż.
Moim zdaniem te 10-20% jest po prostu wybrakowane,ale dopóki nie urodzą dzieci to tego nie wiadomo.
wpisz słowo, np. ciąża
Założenie profilu i zalogowanie
się w serwisie Dzieci.pl daje
Ci możliwość dodawania zdjęć
i filmów oraz umożliwia
korzystanie z mapy miejsc
przyjaznych rodzinie.
Dołącz do społeczności
szczęśliwych rodziców!
Nie masz jeszcze profilu?