1/9 Gumówki, rozklejone trampki, puszka i kapsel - to atrybuty lat 70. i 80. Trochę fantazji, kijek i szmatka wystarczyły, żeby stworzyć nową grę, w którą zaangażuje się całe podwórko. I mimo, że nie było w niej miejsca na świnki z Fisher Price'a, była to rzeczywistość wyjątkowa, którą wspominamy z sentymentem.
15 lat WP.PL
PRZECZYTAJ WIĘCEJ O DZIECIACH I DZIECIŃSTWIE:
Pamiętam...
Przeczytałam ten artykuł z rozżewnieniem bo doskonale pamiętam wszystkie te gry i zabawy,potrafiły zjednoczyć całe podwórko i wszystkie te dzieci znały się.Co ciekawe że potrafiliśmy bawić się do późnego wieczora i jakoś wcale nam nie spieszyło się do domu...Ehh...A teraz dzieciaki mieszkają w jednym bloku i wogóle się nie znają,mają zbyt mało możliwości zintegrowania się i niestety w większej części jest to wina rodziców-czyli nas.Fajniej jest nam włącyć dziecku komputer z kolejną grą....
I o czym to świadczy?.....
gra w państwa scyzorykiem
proste ze pamietam w państwa kozacka gra,a w kwadraty piłką ktora sie mogla odbic tylko raz na czyims polu tez kozacka+jedno podanie w pilke,panstwa miasta,ciucibabka itd. i robienie bączków z saletry i z cukru hehe
dziesiaj
ja jestem dopiero w gimnazjum mam 15 lat
ale wiekszosc opisanych tutaj zabaw kojaze
takie jak piwko piwko czy kapsle to z podworka
ale zbijaka czy palanta za szkoly z wf czesto w to gramy
a dzisiejsza wersja zbieramia papierkow po slodyczach jest zbieranie karteczek czyli kolorowej papeterji
;)
tyle zabaw!
Oczywiście, że pamiętam inne!
-gonito, jedna osoba jest goniąca i goni pozostałe osoby dopóki kogoś nie złapie. Złapany zostaje goniącym.
-szukano, jedna osoba liczy do 10, a w tym czasie reszta się chowa. Po odliczeniu osoba szukająca szuka!
-w linkę się grało!
-w "krowę"!
oj dużo, dużo było tych zabaw! ;D
aż ich brak!
chowanego z piłką
Pamiętam wysokie i nie koszone trawy. Wszyscy gracze ustawiali się w rzędzie, tak żeby przegrany w poprzedniej rundzie nie widział kto stoi i w jakim porządku. Mówił numer kolejny osoby, a ta kopała piłkę jak się dało. W tym czasie wszyscy się chowali do czasu aż biegnący po nią nie krzyknął stop. wtedy piłka wracała do bazy, szukający szukał a dobrze zakamuflowani i szybcy mogli wykopać piłkę ponownie lub być zablokowani przesz szukającego. Pamietam jak bardzo byłem brudny i zakurzony od trawy, zapach lata, ziół i zmęczenie, pozdrawiam
pyszności
A czy ktos pamieta oranżadki w proszku, mi mama nie pozwalała jeść ich na sucho:( były też andruty, mambinki i napój z rurka w foliowej torebce sprzedawana najczęsciej w warzywniakich:) potem i gumy kulki, nieazpomniane donaldy, z których historyjki mam do dziś:) Wyroby czekoladopodobne których mimi wszystko smak pamietam do dziś:) A czekolada zokienkiem była tylko w pewexie.
Tak samo jak Lego i Flerki. DZiewczyny pamietacie lalki Flerki? Takie jak barbi tylko ze z duza głową?
Hop lala
A ja pamiętam fajną grę z piłką. Kilkoro dzieciaków siedzialo na ławce, jeden zadawal pytanie, np. "coś w pobliżu w zielonym kolorze", i rzucał pilkę do pierwszego dzieciaka siedzącego na ławce. Ten musial odpowiedzieć w czasie gdy zadający pytanie liczył do np 10 (ustalane to było na początku gry). Jeżeli odgadl, dzieciak prowadzący grę odbijał pilke o ziemię jak najmocniej, wołal hop lala hop i odbiegał jak najdalej. Kiedy dziecko z ławki zlapalo piłkę, wołało stop. Uciekający sie zatrzymywał i wtedy, ten co złapał piłke okreslał na ile kroków się zbliży (trzba było miec dobre oko). Następnie uciekający złączał przed sobą ręce tak aby powstał "kosz do pilki" a łapiący piłkę po przejściu wyznaczonej ilości kroków rzucał piłką do "kosza". Jeżeli wcelował, przejmowal prowadzeniu gry i zadawal zagadki. Jeżeli nie trafił szedł na koniec ławki.To samo robił prowadzący po celnym rzucie do "kosza".
Wazne było żeby zadawać trudne zagadki, mocno rzucac piłka i szybko biegać, a łapiący musiał dobrze odmierzyć odległość i celnie rzucać...
taaa:)fajne czasy
krowo krowo jakie dajesz mleko, gra w gumę, w skakankę (topie topie topię się Ania ania ratój mnie:P)chowanego, w berka, w podchody, w pająka (kapa pajak), w sztandary, w państwa czy jakoś tak, w klasy, oj dużo tego było
Piękne czasy.
Tak, tak, pamiętam te czasy kiedy w wakacje po obiedzie grało się w piłkę a po kolacji tj. około 19 zaczęliśmy się bawić w chowanego. W tej zabawie brały udział wszystkie dzieci z osiedla łącznie z dziewczynami. Podchody też nam były znane, gra w klasy, kolory. Zabawa w McGuyvera. Budowanie baz w zaroślach czy też na drzewach. Przesiadywanie na ławce pod blokiem i słuchanie opowieści starszych kolegów. Kilka dni temu na osiedlu zbudowano plac zabaw dla dzieci. Zamiast dzieci, które siedzą przez PC, MTV itp. przesiadują osiedlowi nicponie z piwkami i papierosami. Takie czasy :-(
dwie wersje w państwa i miasta
jedna z patykiem do rysowania po piachu. koło podzielone na tyle części ile było graczy. kazdy miał własne państwo, jeden wywoływał państwo i rzucał patyk poza koło. przedstawiciel wywołanego państwa musiał krzyknąć stop, reszta sie zatrzymywała. wtedy z własnego pola musiał rzucić patykiem w wybranego gracza, jak wcelował to na nieugietych nogach w kolanach, w rozkroku obrysowywało się część poszkodowanego państwa, jak nie to na odwrót i znów wywoływanie.
z nozem było inaczej, trzeba było wbić noz w ziemię przeciwnika, z własnego pola lub satelity dla trudnosci trzymając za ostrze, wtedy jw obrysowywało się zabierane pole i do skutku az do pierwszej skuchy lub ugięcia kolan lub oderwania nóg od ziemii.
zając
a u nas w Bielsku Białej była GRA W ZAJĄCA odbijało sie piłke o boczna sciane bloku(nie było tam okien;) i przeskamiwało przez nia. Im wyzej piłka uderzyła w ściane i sie przeskoczyło przez nią tym lepiej...ehhhhh to były czasy...:):):):):)
Gry w ślepca i w noża.
Kiedyś bardzo popularna w moim środowisku podwórkowym byla zabawa w ślepca. Sprowadzała się ona do zwyczajnego berka na drabinkach, przy czym berek miał zamknięte oczy. Na zimie nie wolno było schodzić chyba że w ostateczności. Gdy berek uznał, ze ktos akurat może stać na ziemi, wołał "ziemia" i - o ile trafił - berkiem zostawał przyłapany na ziemi gracz.
Kolejną grą była gra w noże. Z powodu tej gry na dobrą sprawę każdy z nas nosił ze sobą wówczas nóż. Zabawa polegała na narysowaniu na udeptanej ziemi okręgu i podzielenia go na ilość graczy. O tym, kto zaczyna decydował upadek noża umieszczonego pionowo pośrodku okręgu, na teren jednego z graczy.
Gra polegała na rzucaniu nożem w teren przeciwników i - o ile nóż się wbił - odcinanie dla siebie kolejnych kawałków. Gdy terytorium jednego z graczy zostało tak okrojone, iż nie mieściła się już na nim nawet jego stopa - odpadał. Możliwe też było tworzenie kolonii z fragmentów terenów przeciwnika nie przylegających do naszego terenu. Warunkiem aneksji kolonii było to, by gracz był w stanie zrobić tak duży krok, by bez skakania na kolonię dotrzeć.
Dziś raczej dziecko biegające z nożem na podwórku jest zjawiskiem nie do pomyślenia, ale jak sobie zdamy sprawę, że jedną z zabaw pokolenia z lat czterdziestych było znajdowanie niewypałów i detonowanie ich dla zabawy, to dopiero ciarki przechodzą. :)
Tutaj mogę przytoczyć historię takiej zabawy w wykonaniu mojego nastoletniego wówczas ojca. Z kolegami znaleźli bowiem kiedyś filipinkę i postanowili ją detonować. Pojechali pod warszawę, znaleźli wzgórze ze słupem triangulacyjnym, pod którym ja umieścili, przymocowali długi lont, po czym podpaliwszy go uciekli ze wzgórza, głównie po to, by lepiej widzieć wybuch na szczycie.
Wybuch był tak ogromny, że wzgórze zostało kompletnie zmiecione z mapy.
Okazało się, że pod wzgórzem był zakopany stary arsenał partyzantów z czasów wojny, który wybuchł razem z filipinką. Oddalenie się dla lepszych widoków uratowało mojemu ojcu i jego kolegom tyłki, a mnie zagwarantowało zaistnienie. :)
manso
też pamiętam tą grę - we Wrocławiu na podwórku do późnego wieczora grało się - nie raz czekało się az Mama zawoła bo taka fajna gra, że nikt nie chciał wcześniej iść z podwórka. grało sie też w chłopka- rysowało się takiego chłopka na chodniku i skakało się .
nie pamiętam jak się ta zabawa nazywała
ale pamiętam, że jedna osoba stała tyłem do grupy osób i zabawa polegala na tym, żeby dojść do tej jednej osoby, która się nagle odwracała i nie wolno nikomu było się poruszyć w tym momencie.
Z tymi gumami do skakania to pamiętam ile dostałam od matki :-) Kapsle się dekorowało flagami innych państw.
Pamiętam poobijane kostki przez skakankę, którą wiązało się dookoła jednej nogi, a reszta przez nią skakało, a chłopaki kręcili nią rękami blisko ziemi i to tak szybko (chyba specjalnie). Najwięcej śmiechu było wtedy, kiedy nas się zebrała naprawdę duża grupa. Wówczas zawsze ktoś oberwał.
A najfajniesze było to, że nigdy się nie nudziliśmy. Jeszcze bawiliśmy się w komórki do wynajęcia.
GRA w
cyrkiel, pomidor, sandokan i wiele podobnych..... Pozdrawiam
Czy ktoś pamieta jak robiło się tzw."sekrety" to było coś - zbieralo sie kwiatka, złotko po czekoladzie, papierek po gumie do żucia i nakrywało sie kawałkiem kolorowego szkła, zazwyczaj z butelki po piwie(w zależnoci od koloru).Nastepnie zakopywało sie to ziemią i to był "SEKRET":) Tylko trzeba było pamiętać w jakim sekretnym miejscu sie go zakopało.
krol skoczkow jeszcze :)
odbijalo sie pilke z boku bloku i po jednym odbicu na ziemi trzeba ja bylo przeskoczyc....a teraz juz widze jak dzieciaki sa gonione by pilka o blok nie odbijac bo przecie swierzo co wymalowany...:P:P:P
postęp złodziejem dzieciństwa
My graliśmy jeszcze w klasy, na skakance też się trochę skakało.... szalone czasy!
szkada mi dzieci wychowywanych na grach komputerowych i przed TV!To są niesamowite złodzieje czasu! Dzieciństwo spędzone wśród rówieśników na podwórku mile wspominam.
gra w palanta
W latach 60 namiętnie i z dużymi emocjami graliśmy w palanta (polskiego baseballa). Niewiele do tego było potrzeba palant (pała, zbijak) czyli kij baseballowy i piłka palantowa tzw lonka bo była odlewana z gumy i była pełna. Inne pojęcia z tej gry to piekło, niebo, linia środkowa. Drużyny były dwie każda po kilka do kilkunastu chłopaków, gra właściwie bezkontaktowa, pozwalała się wyszaleć i wyładować emocje, często jednak po zakończeniu gry już w sposób jak najbardziej kontaktowy
No jasne że pamietamy taki baton jak kukuruku. do dzis pamiętam ta piosenke z reklamy. " Kukuruku jest chrupiące w szkole, lesie i na łące.. itd.. - hehe " To były czasy...
wpisz słowo, np. ciąża
Założenie profilu i zalogowanie
się w serwisie Dzieci.pl daje
Ci możliwość dodawania zdjęć
i filmów oraz umożliwia
korzystanie z mapy miejsc
przyjaznych rodzinie.
Dołącz do społeczności
szczęśliwych rodziców!
Nie masz jeszcze profilu?