patologia na klinicznej w gdańsku.
Ja od wczoraj leze na Klinicznej w Gdansku i powiem wam ze masakra. Trafiłam tu z Redłowa i żałuje że sie zgodzilam na zmiane szpitala. Tam niebo normalnie a byłam 3 tygodnie i naprawde sobie bardzo chwale, miła atmosfera, mile polozne zwsze mozna bylo porozmawiac jak cos ci trapiło, lekarze super, jak cos sie dzialo to szybko reagowali naprawde polecam!!!
A tutaj na klinicznej!!MASAKRA!!
Zero opieki.Trafiłam na oddzial bo odpływały mi wody płodowe i dalej odpływaja. W redlowie robili wszystko co mogli zeby wody dopełniac a tutaj nikogo nie interesuje ze wody mi ciekna dalej, z usg sie nie spiesza o milam miec dzisiaj to sie dowiedzialam o godz. 17;00 ze jutro dopiero poszlo mi krawawienie lekkie to nikt sie tym nie przejał i jak tu mozna leżec wogole!!!!! Moje ziecko moze juz umierac powoli a oni nic!!!! wole sie wypisac na wlasne zadanie i wrocic do redlowa!!!
kołobrzeg???-oddział patologi ciąży???????????????????jedynie szczecin w okolicy
oj przepraszam to chyba jakaś bajka,albo koleżanka pomyliła miasta lub nazwy odddziałów,jestem z kołobrzegu ,dwa razy byłam w ciąży-leżałam na dwóch oddziałach ale tylko ginekologicznych bo ciąże martwe niestety i personel przepraszam-obojętny,destrukcyjny uczuciowo,robotniczy,lekarze rutyniarze jeden plus że otwarcie mówią że się nie znają na patologi ciąży u kobiet z innymi chorobami,nie ma oddziału patologi ciąży!!!!!!!!!!!!!!!!! kobiety z problemami są wysyłane jak nie do koszalina to do szczecina już te z większymi patologiami chorobowymi,wiem ponieważ sama zostałam tam wysłana,podano mi adres,telefon i koszt wizyt ewentualnie usg,itp.
jeżeli chodzi o szczecinodział patologi ciąży wydzielony na trymestr 1.osobno,reszta 2 i 3 razem,warunki może nie rewelacyjne,łazienki prl,letnia woda,stare firany zasłony,dziurawe okna,ALE,,,,,,,,,REWELACYJNY PERSONEL!!!!!!!!! zaczynając od sprzątaczki po pielęgniarki oraz lekarzy,nie powiem że wszyscy zdarzają się czarne owce ale są tam ludzie inteligentni,światli,posiadający bardzo szeroką wiedzę,naprawdę zszokowało mnie to najbardziej,dopiero za trzecim razem donosiłam synka-dzięki nim,wskazali mi drogę,co mam robić,zmienili leki,podali nowe,hospitalizowali kilkakrotnie a do tego personel był LUDZKI,może nie super miły ale ludzki i aż się chciało dziękować za takie traktowanie,naprawdę cudowni ludzie,porównując kołobrzeg,,,,CÓŻ,,,,rodzą i tam kobiety,zdrowe,bez powikłań,itp,wszystkim mamom życzę udanych porodów,w sumie lekarz też człowiek i zły dzień może mieć tak jak każdy,pozdrawiam
to prawda :( smutna niestety
leżałam na patologii w czasie 2ch ciąż.
Pierwsza skończyła się śmiercią dziecka po urodzeniu. NIKT ze mna nie rozmawiał na ten temat. Dziecko urodziło się zywe ale z wadami. Nie pozwolono mi pojechać na oddział neonatologi. Byłam po cesarce ale na wózku mogłam siąść. Nie miałam szansy na zobaczenie mojego dziecka. 2 tygodnie na sali z innymi kobietami , których dzieci były obok w kojcu. Koszmar !!
A ja nie miałam nawet poznać mego dziecka bo maluszek zmarł w innym szpitalu a ja zostałam z krwawiącym sercem i mimo upływu kilkunastu lat nadal nie umiem się pozbierać.
Kolejna ciąża i ten sam oddział na którym tylko kilka pielęgniarek było zainteresowanych moim stanem i miały siły aby mnie pocieszyc, porozmawiać. Lekarze byli zbyt zajęci .....
To taki standarcik na wielu oddziałach gdzie powinno się rozmawiać, potrzymać za rękę gdy nie ma bliskich w poblizu, uświadomić co może czekać maluszka i jego mamę.
Pozdrawiam wszyskie dzielne kobiety które muszą niestety korzystać z takich oddziałów, oby im się rodziły zdrowe dzieci i nie musiały przezywać koszmaru !!
Trzcianka
A ja spędziłam kilka tygodni na oddziale ginekologicznym a później położniczym w szpitalu w Trzciance i chciałabym całemu personelowi gorąco podziękować za pomoc i wsparcie.Wszystkim życzę tak dobrej opieki.
Oddział w Kołobrzegu
do ostatniego czwartku tak samo myslałam o oddziałach patologii ciąży, zmieniłam zdanie dopiero jak trafiłam na Oddział Noworodkowo-położniczy, patologia ciąży w Kołobrzegu. Zostałam przyjęta naprawdę serdecznie. Personel traktował mnie jak godnego człowieka, informowano mnie o każdej czynności wykonywanej przy mnie i moim dziecku, ponadto z żadnym problemem i zapytaniem nie zostawiono mnie samej sobie. Czułam się jakbym była w domu, atmosfera miła, ciepła i fachowa. Naprawde polecam ten szpital dla wszystkich przyszłych mam. A personelowi bardzo dziękuję za opiekę i troskę.
Odział Patologii Ciazy to ...
Kobiety nie przesadzajcie-30 lat temu urodziłam blizniaki, umarły po porodziei nikt mną nie przejmował sie,poza mezem-dzis mam dwoje dzieci ale tamto pamiętam jak dzis to wraca,ale muszę umiec z tym żyć.
"piekło jest we mnie"
jak pisał Joe Alex - nie oddział sam w sobie jest zły, tylko ludzie. I dotyczy to nie tylko personelu, ale i niektórych pacjentek. Personel jest często dotknięty znieczulicą, a pacjentki nakręcają negatywnie siebie i współtowarzyszki niedoli. W pierwszej ciąży spędziłam 3 dni na oddziale, z powodu diagnostyki dolegliwości nie związanej z ciążą (więc teoretycznie pod tym względem byłam zdrowa, dziecko też). Bardzo szybko poczułam się załamana, chora, zagrożona i przede wszystkim odarta z godności. Pacjentkom nie wolno wielu rzeczy - nikt nie sprawdza, czy ma to uzasadnienie, nie i już. Z automatu dostawały 2x dziennie łagodne środki uspokajające (moje lądowały w toalecie). Nikt nie informuje co się dzieje, nie pociesza - to prawda. Ale niektóre pacjentki nie były lepsze - idę sobie do wc i słyszę - a w tej toalecie to jedna poroniła! I tak rodzą się strachy - a szłam się tylko wysikać :(
Gdyby obowiązywała na tych oddziałach kobieca solidarność i wewnętrzne grupy wsparcia, czyli została uruchomiona dobra wola i empatia - 90% problemów psychicznych zostałoby opanowanych.
byłam pacjentką szpitala na klinicznej
Ja też leżałam na oddziale patologii właśnie w szpitalu na Klinicznej w Gdańsku i - z wyjątkiem jednego incydentu z udziałem młodej pani ginekolog - chwale sobie pobyt w tej placówce. Nie jest tak, że lekarze nic kobiecie nie mówią o stanie zdrowia jej i jej dziecka - w sali leżałyśmy we trzy, każda z nas miała innego lekarza prowadzącego i każda, również ta, która była w najtrudniejszej sytuacji, dokładnie wiedziała, jakie są rokowania, co jej wolno, a czego absolutnie nie. I te opowieści i tym, jak to kobiety prześcigają się w opowiadaniu przerażających historii o swoich zagrożonych ciążach są tez grubo przesadzone - mnie pobyt na patologii właśnie uwrażliwił na cudze, nie własne cierpienie! Same dla siebie stawałyśmy się psychologami, podtrzymywałyśmy się na duchu, marząc, żeby już znaleźć się w drugim skrzydle korytarza, gdzie znajduje się oddział położnic. I nawet mimo dość ciężkiego, ciągnącego się 4 dni porodu zawsze czułam, że jestem w dobrych rękach, za co lekarzom i położnym (zwłaszcza CUDOWNEJ pani Hołowczyc) bardzo jestem wdzięczna. Nie wszystkim jednak udało się szczęśliwie donosić ciążę. Ja jestem w gronie tych, którym los sprzyjał bardziej. Jestem przekonana, że pobyt na tak szczególnym oddziale przysporzył mi doświadczeń wartych zapamiętania. A życie każdego człowieka i tak toczy się dokładnie tak, jak powinno i wszystko dzieje się po coś. A obrót spraw zależy też s dużej mierze od nas samych, od tego, jak sami traktujemy ludzi - pacjenci tez potrafią dać w kość najbardziej nawet wyrozumiałemu lekarzowi. Pozdrawiam.
Trzymaj się kochana
Dziewczyno szczerze ci współczuję, bo sama przez to przechodziłam i to dwa razy więc wiem jak to bardzo boli. Nie będę opisywać szczegółów, tyle że za pierwszym razem trafiłam na lekarza-chama, który jeszcze na mnie krzyczał po co przyszłam (to było w szpitalu w Pucku), natomiast za drugim razem znalazłam się w szpitalu na Inflandzkiej w Warszawie i tam miałam kontakt z kilkoma lekarzami, a każdy był wspaniały (jeden nawet na korytarzu mnie przytulił i pozwolił się wypłakać). Niestety rzadko mamy wpływ gdzie nas to nieszczęście spotka. Jedno co ci mogę powiedzieć to nie daj się wpędzić w depresję jak sama nie dajesz sobie rady to idz do lekarza po tabletki. Ja tak zrobiłam za drugim razem. Brałam je tylko 2 m-ce, ale dzięki temu mogłam nabrać dystansu, przestałam szukać winnych i rozpamiętywać mój ból, za to łatwiej potrafiłam mówić o tym innym. Nie duś tego w sobie i nie bój się opowiadać o swoim dziecku, bo ono było i żyło tylko wcześniej odeszło. Przynajmniej mnie to pomogło. Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko.
kalisz
Kalisz to nieporozumienie, Pozdrawiam wszystkie dziewczyny kóre "musiały" tam przebywać!!!!!
Poznań - szpital Raszei
13 lat temu lezałam przez prawie 5 miesięcy w szpitalu Raszei w Poznaniu i mogę spokojnie powiedziec, że wtedy, w tym szpitalu byli fantastyczni lekarze i jeszcze wspanialsze pielęgniarki - udało mi się donosic ciąże i urodziłam śliczną (juz prawie 13 letnia) córeczkę. Pomimo tego, że cała rodzina namawiała mnie na inny szpital (wiekszy, podobno lepszy, z lepszą aparaturą itd.) uparłam sie na ten mały, z jeszcze mniejszą patologią szpital i nigdy tego nie żałowałam. Te 5 miesięcy były bardzo trudne, nie wolo mi było nawet wstawać do łazienki i bez pomocy rodziny i całego presonelu nie wiem czy dałabym radę - cały czas wszyscy podtrzymywali mnie na duchu i n iedawali mi zwątpić w to, że wszystko będzie dobrze. Bardzo im wszystkim za to dziękuję...
Wiem, że na temat tego szpitala są rózne opienie - tak naprawdę to wszystko zależy od tego jak ten pobyt się kończy i na kogo sie trafi... ale również to zależy od nas samych... od tego jak słuchamy lekarzy i jak ptrzestrzegamy wszystkich zaleceń itd... każdy szpital ma swoich zwolenników i przeciwników.... Ja gdybym miała jeszcze kiedykolwiek rodzić trzecie dziecko to napewno wybrałabym wlasnie ten szpital (rok po mojej córeczce urodziłam w warszawie synka).
Niestety przez te 5 miesięcy widziałam bardzo dużo nieodpowiedzialnych kobiet, które pomimo, że powinny leżec w szpitalu wychodziły na własna odpowiedzialność, które paliły, objadały sie kiedy im nie było wolno itd.itd. - to bardzo smutne, ze czasami kobiety nie dbają o najwiekszy swój skarb jakim jest ich własne dziecko...
patologia???
Ja leżałam przez miesiac i wspominam to milo. Wzielam sobie mp3, telefonik, laptop z mobilnym internetem, ksiazki, robótke na szydelku - zrobilam czapeczke, buciki i sukieneczke dla córeczki... Jak kobieta lezy caly dzien, to sie nie dziwie, ze sie nudzi i fiksuje. Zawsze mozna cos robic. Ja jeszcze wieczorami ogladalam tv. Potem pogaduszki z kolezankami, z mezem, z tesciową. Moja ciaza bylapowaznie zagrozona, ale wiedzialam, ze jestem w dobrych rekach a panikowaniem nie poprawie sytuacji.
Szpital Gdańsk Zaspa ok
Moja żona leżała na patologii ciąży na Zaspie w Gdańsku prawie dwa tygodnie i chwaliła sobie opiekę. Po tym czasie urodziła zdrowego syna :). Myślę, że ten artykuł nie jest obiektywny. Przecież ludzie są różni i każdy inaczej ocenia daną sytuację. Dodatkowo pisanie takich rzeczy naraża na wielki stres kobiety, które mają trafić na taki oddział. Również kobiety, które bardzo krytycznie wyrażają się na temat takich oddziałów powinny wziąć pod uwagę przyszłe matki. Przecież one opisują co już za nimi, chociaż może jeszcze to przeżywają, ale ważniejsze w tym momencie są kobiety które noszą dziecko pod sercem! Nie narażajcie ich więc na dodatkowe stresy, gdyż opinie są subiektywnymi odczuciami!
Gliwice ok :)
leżałam ponad tydzień. Personel był miły i nie było żadnych problemów, aby dowiedzieć się od lekarzy co i jak. Myślę że artykuł jest przesadzony
za pieniądze
Tak, tak. Za pieniądze to oni wszyscy nagle stają się etyczni, kompetentni i sympatyczni. Nie chce obrażać uczciwych lekarzy, którzy zawsze są etyczni. Tylko trzeba mieć szczęście, by bez kasy na takiego trafić w przychodni rodzinnej. Czytaj DARMOWEJ.
Kielce Kościuszki
Rodziłam w Kielcach na Kościuszki. Co prawda 20 lat temu, ale takiego koszmaru, takich okropnych położnych, takiego czekania na łapówki nie widziałam. Obok leżała nauczycielka z koneksjami (zapłaciła). Położne latały koło niej jak małpy. Znalazły się tabletki pod język, ciepłe słowa i cudowna opieka. Potem podobna rodząca i znów latanie jak małpy. Zapłacone. Ja młodziutka i naiwna. Grzeczniutka i ułożona. I co z tego. 30 godzin w bólach co 2 minuty,bez kropli wody. Panie położne wrzeszczały na mnie, że jeszcze nie słychać mnie na Placu Partyzantów. Miałam pieniądze przy sobie, ale nie wyobrażałam sobie, że mogę dać łapówkę. Nie umiałam.
Minęło 30 godzin, przyszła do pracy pani ordynator czy żona ordynatora. Pamiętała mnie, że dzień wcześniej też byłam na porodówce. Zajęła się mną. W nocy jedynie salowa zwilżyła mi usta. Cesarka.
I potem już nie mogłam narzekać. Cudowna położna na noworodkach, miłe pielęgniarki na położnictwie. Ale porodówka na Kościuszki- KOSZMAR!!!!!!
Asia
Białystok znieczulica lekarza
Na patologie ciąży na warszawskiej dojechałam z krwotokiem, poroniłam w 3 miesiącu, czułam sie strasznie psychicznie i fizycznie, lekarz dr. U. który mnie przyjął żartował sobie przy badaniu które wykonywał wyjątowo niedelikatnie, że już we mnie nic nie ma ,jakies resztki płodu. To jest nie ludzkie zachowanie, przyjechałam tam jako 21 latka z świadomościa że zawalił mi się świat a zamiast zrozumienia doznałam jakby pogardy. Nie życze nikomu takiego lekarza tacy ludzie nie powinni wykonywać tego zawodu. Co do opieki na oddziale nie mam nic do zarzucenia pielegniarki jak i inny lekarz wykonujący zabieg łyżeczkowania macicy byli jak najbardziej w porządku. Oddział jest czysty wyremontowany w każdym pokoju jest łazienka. Bolał tylko fakt, że musiałam po stracie dziecka leżec na sali z kobietą w 6 miesiącu ciąży, a z sal obok dobiegal odgłos bicia serduszek dziecki...
Poronilam w UK- dokladnie Londyn i nie miesci mi sie w
w glowie co Wy Kobiety musiecie przechodzic na patologiach w Pl...nie chce tu porownywac sluzby zdrowia,ale ja bylam w osobnej sali, byl psycholog, wsparcie lekarza, pielegniarek.Nie widzialam nawet jednego nowordka, wszystko spokojnie, z wyczuciem taktu. Zobaczylam malenstwo, moglismy sie z mezem pozegnac i je zabrac ze soba. Dostalismy coreczke w slicznym rozowym pudeleczku.Przez pierwsze pol roku od poronienia, dzwonili do mnie i pytali jak sie czuje, czy nie potrzebuje dodatkowego wsparcia...
Teraz nosze pod sercem synka, juz 37tc i modle sie,zeby tym razem wrocic do domu z dzieckiem. Dzieki fachowej pomocy, potrafie sie jakby cieszyc,docenic te kolka chwil ( miesiecy) z coreczka.
Lekarze to w 90% gnoje
zależy im tylko na kasie - posmaruj odpowiednio to będzie ok - bądź twardy uderz gnoja zamkną cię za pobicie człowieka
Personel
Lezalam w trzech szpitalach, w niektorych wielokrotnie w ciagu dwoch ciaz, obydwie stracilam, pierwsza w 20, druga w 22 tygodniu. Do dzis nie wiem co sie stalo za pierwszym razem, mimo,ze pytalam kilku lekarzy. Jesli ktos chce pozywac mnie do sadu, bardzo prosze, nie mam nic przeciwko. Wypowiedziec sie jednak moge: znieczulica panuje u lekarzy i pielegniarek i nie interesuja sie co sie z czlowiekiem dzieje.Przy badaniu ginekologicznym(gdy juz wiedzialam,ze dzidzius nie zyje) tak mnie bolalo,ze sie poplakalam, na co lekarz powiedzial do mnie,ze powinnam sie cieszyc,ze boli. A to tylko jedna sytuacja z wielu...Po stracie mojej coreczki(druga ciaza) jeszcze nie bylam u lekarza i pewnie dluuuugo nie bede. Na warunki na oddzialach nie narzekam, bo to bez znaczenia czy jest ladnie, kolorowo, a papier czy reczniki kazdy moze sobie sam przyniesc. Natomiast opieka medyczna jest straszna. Nie mam slow na to co przezylam i pewnie nigdy tego nie zapomne...
wpisz słowo, np. ciąża
Założenie profilu i zalogowanie
się w serwisie Dzieci.pl daje
Ci możliwość dodawania zdjęć
i filmów oraz umożliwia
korzystanie z mapy miejsc
przyjaznych rodzinie.
Dołącz do społeczności
szczęśliwych rodziców!
Nie masz jeszcze profilu?