www.wp.pl dzieci.pl

zapomniałem hasła » Nie masz konta? Załóż je »

uczeń

Dzieci w sieci - jak je uchronić przed przykrymi konsekwencjami?

Dzieci.pl 2015-10-20 11:36 1 opinii

Jeśli wydaje ci się, że wiesz, co twoje dziecko robi w sieci, masz rację. Wydaje ci się. Tylko w pierwszym półroczu 2015 r. Hotline dyzurnet.pl działający z ramienia Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK) odnotował 6074 zgłoszenia dotyczące materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci. Ponad tysiąc z nich zostało zakwalifikowanych jako nielegalne. Niestety statystyki wskazują, że jest to rekordowe półrocze pod względem liczby zgłoszeń. Jak będą wyglądały kolejne i jak my, rodzice, możemy realnie chronić nasze dzieci w dobie internetu?

Dzieci w sieci - jak je uchronić przed przykrymi konsekwencjami?

Naiwni rodzice

Kochając swoje dzieci, obdarzamy je zaufaniem. Wynika ono z wychowania, które wpajamy im od najmłodszych lat. Jesteśmy pewni, że im starsze dziecko, tym więcej rozumie i kojarzy. Także to, o czym nie mówimy wprost. Niestety takie myślenie może doprowadzić do tragedii, a zaufanie ze strony rodzica może zostać pomylone z naiwnością.

Rodzice zakładają, że ich dziecko nie zrobi nic głupiego, bo przecież wierzą w jego dojrzałość. Tym sposobem przeżywają szok, gdy znajdują alkohol lub papierosy w szkolnym plecaku. Kończy się to zwykle awanturą, szlabanem i ucięciem kieszonkowego. Zapominają jednak o tym, że dziecięce działanie nie wynika z chęci zrobienia im na przekór (gdyby tak było, nie kryliby się z tym), a z tego, że pragną nadążyć za modą, jaka panuje wśród ich rówieśników.

Podobny trend zauważyć można w internecie. Portale społecznościowe są oblegane, a znaczna część użytkowników ma poniżej 15 lat. Dla wszystkich ankietowanych mam było zaskoczeniem, że chociażby popularny Facebook ma ograniczenia wiekowe i konto mogą założyć na nim osoby powyżej 13. roku życia. W rzeczywistości jednak konta posiadają na nim nawet 7-letnie dzieci. Choć rodzicom może się wydawać, że konto służy do rozmów z rówieśnikami i grania online, w praktyce jest otwartym oknem na kontakt z kimś obcym. Niekoniecznie przyjaznym dla dziecka.

Pedofil na czacie

O tym, jak łatwo namówić dziecko na spotkanie, przekonali się rodzice kilku dziewczynek, którzy wzięli udział w eksperymencie przeprowadzonym przez aktora Coby'ego Persina. Coby nawiązywał znajomości z 12-latkami i proponował im spotkanie. Przedstawiał się jako brat ich znajomego. Rodzice każdej z dziewczynek wiedzieli o eksperymencie i wraz z aktorem przyglądali się zachowaniu dziecka z samochodu. Jak się okazało, dziewczynki, po krótkiej rozmowie, decydowały się na spotkanie. Wychodziły z domu i bez żadnych obaw wsiadały do samochodu prowadzonego przez obcego mężczyznę.

Pierwszy szok przeżyli rodzice, gdy zobaczyli, że dziecko podało prywatny adres, wyszło z domu i wsiadło do samochodu. Drugi szok przeżyły dziewczynki. Nie dlatego, że zobaczyły rodziców, ale dlatego, że uświadomiły sobie, jak wielkie zagrożenie na siebie sprowadziły.

W prawdziwym życiu w samochodzie może nie być kamer i rodziców, a ślad po dziecku zniknie wraz z piskiem opon. Oczywiście większość rodziców jest przekonana, że ich dziecko tak by nie postąpiło. Spokojnie. Rodzice z filmu Coby’ego też byli tego pewni.

Internetowa pedofilia rozprzestrzenia się w zatrważającym tempie. Pedofile nagabują dzieci, przedstawiają się jako ich rówieśnicy albo mówią wprost, że są starsi czy samotni i chcą porozmawiać.

Child grooming, a więc internetowe uwodzenie dziecka, prężnie rozwija się w sieci, by nakłaniać do poddania się wykorzystaniu seksualnemu, a nawet do prostytucji. Nie ma w tym nic trudnego, bowiem o selfie słyszał nawet przedszkolak. Łatwo można spotkać na czatach sympatycznych dziadków, którzy mają wnuki i dlatego lubią rozmawiać z dziećmi. Budzą sympatię, nawiązują więź. W formie zabawy wysyłają im zdjęcia i oczekują tego samego. Niestety, stąd już krótka droga do rąk pedofila. Wystarczy, że dziecko wyśle swoje zdjęcie i napisze, do jakiej chodzi szkoły, a resztą zajmie się „internetowy przyjaciel”.

Dziecko musi wiedzieć, że nie może podawać informacji o sobie nieznajomym, że nie może spotykać się bez wiedzy rodziców z obcym poznanym w internecie – radzi psycholog Kamila Drozd.

Warto sporządzić z dzieckiem umowę, w której będą określone zasady korzystania z komputera (ile dni w tygodniu, ile godzin etc.). Można zainstalować programy-filtry, proste narzędzia do kontroli rodzicielskiej pozwalające w łatwy sposób blokować dostęp do niechcianych stron ­– dodaje.

O tym, że internet jest realnym zagrożeniem, przekonały się same mamy: – Moja córka ma 16 lat, myślałam, że jest bardziej dojrzała... – pisze Katarzyna o swojej córce Paulinie. – Gdy założyłam sobie Facebooka, szybko dodałam ją do znajomych. Przeżyłam szok. Znalazłam zdjęcia, o których istnieniu nie wiedziałam. Fotki z domu, z łazienki, z akcentem na biust, a nawet w stroju kąpielowym. Paula nie widziała problemu, przecież w bikini chodzi się na plażę. Zapytałam ją, czy dobrze się czuje z tym, że ktoś te zdjęcie może sobie wydrukować i zrobić z nim co zechce, nawet przerobić i wrzucić do sieci jeszcze raz. Mam wrażenie, że nie rozumiała mojego oburzenia, ale po tej rozmowie skasowała zdjęcia, a ja regularnie śledzę jej profil.

Dzieci na sprzedaż

Handel dziećmi nie jest pustym terminem, tylko realnym zagrożeniem. Wystarczy przypomnieć sobie głośne historie, jak na przykład historia Mai, która została porwana spod własnego domu i odnalazła się w Niemczech. Tylko w Polsce każdego roku za zaginione uznaje się aż kilka tysięcy dzieci.

To, jak łatwo porwać dziecko, udowodnił youtuber Joey Salads. W swoim eksperymencie mężczyzna poszedł z niedużym pieskiem na plac zabaw. Zapraszał dzieci do domu, obiecując, że pokaże im malutkie, słodkie szczeniaczki. Akcji przyglądali się rodzice, którzy z niedowierzaniem patrzyli, jak ich kilkulatki odchodzą z Joeyem i jego psem. Szły z mężczyzną za rękę, jak ze starym przyjacielem. Zauroczone opowieściami o szczeniaczkach nawet nie zwróciły uwagi na rodziców, nie zapytały, czy mogą iść. Po prostu poszły.

Za niedowierzaniem rodziców idą także wyrzuty sumienia, że nie przygotowali dziecka odpowiednio na takie sytuacje. Że pomimo teorii, dziecięce instynkty zostały uśpione, np. uroczym pieskiem.

Często też, zupełnie nieświadomie, sami rodzice sprowadzają zagrożenie na własne dzieci. Umieszczają w sieci fotki maluchów, chwaląc się swoimi szkrabami. Nie zawsze jednak wiedzą, kogo mają wśród znajomych. Dawni przyjaciele ze szkoły, obcy ludzie, z którymi grali online... Kilka publicznych fotek zgłoszonych do konkursu to wystarczające dane dla osób, które handlują dziećmi oraz dla pedofilów. Wystarczy przejrzeć kilka zdjęć, aby dowiedzieć się, gdzie dziecko chodzi do szkoły, z kim się bawi, a z postów wywnioskować, o której kończy lekcje.

Warto pamiętać, że dziecięcy biznes ma wiele odmian i nie jest powiedziane, że na dzieci ma czyhać ktoś, kto od razu zwraca na siebie uwagę. Często zostają porwane przez nowe „ciocie”, a nawet nianie. Niejednokrotnie słyszy się o historiach, w których do szkoły przychodzi obcy człowiek i podaje się za członka rodziny, który chce odebrać dziecko.

Na szczęście, szkoły są czujne pod tym względem, ale same dzieci nie. Gdy na placu zabaw podejdzie miła pani, która powie, że mama jest chora i prosiła ją o odprowadzenie dziecka do domu, większość po prostu z nią pójdzie.

Kilka lat temu odbierałam dziecko ze szkoły. To był czerwiec, młodsze klasy szalały na boisku. Stałyśmy z mamami, a dzieci po prostu się bawiły – mówi Monika, mama Amelki. – Wśród nas, na szkolnym placu, była jeszcze jedna kobieta. Z początku myśleliśmy, że również czeka na dziecko. Stała oparta o murek, zasłaniała się torebką.

Dopiero po chwili zobaczyłyśmy, że ma malutki aparat i robi zdjęcia dzieciom! Podeszłyśmy do niej i zapytałyśmy, co robi. Zaczęła się wykręcać, że czeka na dziecko. „Na które?” – zapytałyśmy i chciałyśmy, aby wykasowała zdjęcia. Zaczęłyśmy ją wypytywać, ona chciała się wycofać za bramkę, w tym momencie zbiegły się dzieci, widząc, że jest jakieś zamieszanie. Kobieta uciekła wraz ze zdjęciami, jakie zrobiła. Dla kogo te zdjęcia? Nie chciałyśmy nawet o tym myśleć. Sprawę zgłosiłyśmy na policję.

Internet pod kontrolą

Jak uczulić dziecko na takie sytuacje, radzi psycholog Kamila Drozd:
Należy rozmawiać z dziećmi o możliwych zagrożeniach w wirtualnym świecie, posługując się słownictwem dopasowanym do ich wieku. Na pewno maluchowi nie powie zbyt wiele termin „child grooming”.

Małym dzieciom warto przekazać ogólne zasady dotyczące bezpieczeństwa, np. że mają informować o wszystkim, co ich zaniepokoi w internecie lub przestraszy. Należy pouczyć dzieci, że nowo poznana w internecie 16-letnia koleżanka może okazać się 50-letnim mężczyzną, że nie można odpowiadać na wiadomości, które są agresywne, obsceniczne, obraźliwe i wulgarne.

W świecie rzeczywistym już w wieku przedszkolnym (5 lat) można wprowadzać dzieciom trudniejszą terminologię, np. pedofilia. Zresztą dzieci uczą się teraz bardzo szybko i już czterolatek może nas sam zapytać, kto to jest pedofil albo co to jest pornografia, bo gdzieś usłyszał takie słowa w przedszkolu lub kolega z grupy mu powiedział. Nie panikujmy, tylko postarajmy się wyjaśnić, na czym polegają te zagrożenia – mówi psycholog.

Jak więc sami rodzice mogą chronić swoje dzieci? Przede wszystkim powinni ograniczać im dostęp do komputera. Nie oznacza to, że maluchy w ogóle nie powinny z niego korzystać. Powinny, ale świadomie, pod okiem rodziców. Ważne, aby określić, w jakie dni i ile czasu spędza dziecko przed komputerem. Trzeba rozmawiać z dzieckiem na temat stron, które odwiedza, i podpowiadać mu te najbardziej wartościowe.

Warto założyć filtry rodzicielskie, które ograniczą najmłodszym dostęp do niechcianych stron (np. Beniamin, Cenzor), ale przede wszystkim należy uświadamiać im, że internet to nie wirtualne, ale realne zagrożenie, które mogą na siebie ściągnąć.

Jeśli dziecko jest starsze i korzysta z serwisów społecznościowych, trzeba uświadamiać, że wśród profili mogą znaleźć ten, który jest fałszywy i kryje przestępcę. To swego rodzaju internetowy savoir-vivre, którego muszą nauczyć najmłodszych rodzice: że nie wolno podawać szczegółowych informacji o sobie, np. gdzie się mieszka, chodzi do szkoły, czym zajmują się rodzice. To także kultura w publikowaniu własnych zdjęć.

Ważne, aby jak najwięcej rozmawiać z dzieckiem, zwiększać jego świadomość, aby nikt nie uśpił jego czujności. To pomoże nie tylko wycofać się z ryzykownej rozmowy, ale także, być może, schwytać groźnego przestępcę. Jeśli dziecko natrafiło na podejrzanego rozmówcę, należy zrobić print screeny rozmowy i zgłosić incydent na policję.

Ważne jest także zachowanie rodziców w sieci. Coraz więcej opiekunów ma własne konta na portalach, na których publikuje rodzinne zdjęcia. Nie ma w tym nic złego pod warunkiem, że ustawienia prywatności wyświetlają je tylko wybranym znajomym. Dobrze zwracać uwagę, czy nie ma na nich charakterystycznych miejsc, np. przedszkola albo fotki z tego samego placu zabaw. Świadczy to o tym, że dziecko najczęściej tam przebywa i jest to trop, jak do niego dotrzeć.

Dobrze też uprzedzić innych rodziców, jeśli chce się publikować zdjęcia grupowe, np. z urodzin dziecka. Nie każdy rodzic może wyrazić zgodę na publikację twarzy jego dziecka na czyimś profilu i ma do tego prawo. Taką decyzję należy jak najbardziej uszanować.

Anna Bator/dzieci.pl

Polub dzieci.pl na Facebooku


Opinie (1)

Pozostało znaków: 4000

REGULAMIN

1
0
~Jabera 2016-03-31 (22:33) 9 miesięcy 19 dni 16 godzin i 27 minut temu

wielu przestepcow internetowych a nawet pedofilow moze miec dostep do tego co dziecko wstawia w internecie. To samo dotyczy tego co dziecko wstawia na swoj profil.Wedlug mnie trzeba kontrolowac to z jakimi tresciami dziecko ma do czynienia w internecie, ja na komputerze swojego syna zainstalowałam nawet program spylogger (kupiłam go w Alfatronik) i co jakis czas sprawdzam co robił na komputerze z kim sie kontaktował i na jakie strony wchodził

odpowiedz