Ocena: 0 [0]
~CLEO30
[2012-03-28 08:57]
Jak nie dasz przed porodem w łapę, będą cię traktować jak przedmiot.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~Cichy
[2010-04-20 15:32]
Jestem ojcem
Dziecka urodzonego w 24 tygodniu ciąży.Wiem jedno że ci co uratowali mi dzidziusia to dopiero mądrzy lekarze bo co się okazuje,synuś jest w pełni zdrów miał dwa lasery na oczka ale o dziwo widzi i to dobrze dowodem tego są badania oraz to że maluszek uśmiecha się do mnie jak tylko mnie widzi.Jestem wdzięczny lekarzom za uratowanie mojego malca bo życie bez niego było by pustką.Ale wiem też że są przypadki gdzie walka źle się kończy.Mojemu synusiowi pomogła tez opatrzność.Wiedzcie jedno 24 tydzień to nie płód i proszę tak nie pisać,byłem przy narodzinach synka i dobrze wiem że urodził się taki jak trzeba,wiadomo że tekie dzieci czeka walka i to duża ale warto było przecierpieć bo sie udało.Trzeba próbować i tyle.
odpowiedz
pokaż 2 ukryte odpowiedzi
Ocena: 0 [0]
~aga
[2010-04-24 10:21]
urodziłam mojeg 2 synka w 33 tygodniu nie miał wogóle wykształconych płuc nie oddychał nie siusiał bałam się że go strace po raz 2 (bo mój pierwszy synek zmarł 2 dni po porodzie)ale wierze w to że Matka Boska sprawiła że w ciągu 1 tygodnia wykształciły mu się w ełnipłucka zaczął siusiac a teraz ma już 2 latka i jest pełen życia i energii.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~kiki
[2012-02-22 13:09]
@Cichy ^ moj synek urodzil sie w 23 tgc. niestety nie uratowali go bo rodzilam w strasznych bólach na łóżku na sali, bez zadnej pomocy, nawet nie wzieli mnie na porodówke, urodzilam w ubikacji jak poszlam sie wysikac widzialam go tylko przez kilka chwil nawet go nie mogla przytulic, zyl godzine ale niewiem czy go ratowli bo mnie od razu uspili i czyscili. MAKABRA nie umiem z tym zyc...
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~zabrzanka
[2011-11-15 15:20]
standardy nie pomogą bo lekarze i położne to beton nie do ruszenia
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~zabrzanka
[2011-11-15 15:17]
Rodziłam w czerwcu po wejściu w życie standardów porodowych, a położna potraktowała mnie przedmiotowo tak jak za jej starych dobrych czasów.Była opryskliwa, warczała na mnie, nie podobało się jej, że czegoś nie chce, że poprosiłam o piłkę itd.i co mam z tym fantem zrobić
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~monikia
[2011-11-07 11:55]
ja myślę że te dzieci co rodzą się wcześniej to mogły by żyć ale mówią że jak by były nie pełono sprawne to co??wtedy
odpowiedz
Ocena: +1 [1]
~z UK
[2011-01-16 20:49]
Należy się szanować to będzie wtedy dobrze
Dlaczego jest tak że w Polsce przy każdej wizycie ginekologicznej bada się palcami pochwę,czego się unika w Anglii i innych krajach.Robi się usg itp.Przy ciąży częste badanie kończy się to podszyciem.Nie bada się kobiet tak często dopochwowo,na kozetkach dlatego nie ma problemów z chodzeniem z dolegliwościami ginekologicznymi,a nie na fotelu ginekologicznym jest mniejszy stres.Wiadomo jak tu ktoś napisał że w obecności partnera lub położnej.Dużo badań związanych z ginekologią bada lekarz pierwszego kontaktu nie badając pochwy,w Polsce to chyba się podniecają ginekolodzy przy tych badaniach bo dlaczego tak często badają.Polsce brakuje jeszcze do tej kultury pacjentkom by upominały się o swoje około 30 lat.A lekarzom dobrze się szerzy ciemnotę bo jest wygodnie i dlatego kobiety tak rzadko chodzą do ginekologa.Słyszałam że w większych miastach polski można zamówić wizytę ginekologiczną do domy na badanie pacjentki tylko w obecności osoby bliskiej.nie chodzi o ustawę 2008rok art21 o osobie bliskiej podczas badań i zabiegów tylko o asekurację ginekologa by potem nie było jak kiedyś na zachodzie zarzutów o molestowanie lub nawet gwałt przez nieuczciwe pacjentki.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~donia
[2010-11-28 00:26]
Jak nie skończy się z ciemnotą u ginekologów
Ministerstwo zdrowia powinno zabronić ginekologom mówienia zarazem, łamania praw pacjenta i kodeksu etyki lekarskiej."Pan wyjdzie"jak jest mąż z żoną na wizycie u ginekologa bo nie po to zabieram męża do gabinetu by go wyrzucano.Słowa ginekologa są pośrednim naciskiem na moją decyzję bym nie protestowała bo jestem zależna od bydlaka,zrobi bolesne badanie i nie udowodnię tego.Przestępca ma przeczytane swoja prawa a pacjentce na dzień dobry jak przyjdzie z mężem się je łamie.Ustawa z 2008 rok art.21 jest martwy bo go nie przestrzegają lekarze i kodeks etyki lekarskiej jest naruszany.Zrozumcie że jak pacjentka przyjdzie wraz z bliską osobą na zabieg np.poronienie to nie personel wesprze,tylko mąż który cały czas jest przy niej.Nie jest to tragedia ginekologa tylko pary która przeżywa daną sytuację.Na zachodzie nie do pomyślenia że by była taka ciemnota w Polsce i rozdzielano parę bo intymność przeżywa ginekolog podczas badań i zabiegów z pacjentką.To jest chore.Przy żonie jest mąż lub położna podczas badań i zabiegów,a nie sam na sam ginekolog z pacjentką tak jest na zachodzie nie ma zgwałceń ani zboczonych ginekologów.Nie odpowiedni są ludzie w ministerstwach bo nie potrafią tego uświadomić lekarzom.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
blackfoka@wp.pl
[2010-03-02 14:33]
MOJ SYNEK BYL - ALE GO ZABILI !!!!...
A co wy kochani powiecie na to,...- 40 tydz ciazy, dziecko zdrowe, matka tez .chlopiec 4,5kg,druga ciaza... wszystko przebiegalo dobrze... niebylam podlaczona po d KTG!,porod po wczesniejszej cesarce - i ... polozne zle odebraly porod.nieuslyszaly przez durna takzwana maszynke do sluchania tonow serca plodu (sonicade) ze mojemu synkowi spada puls... serduszko sie meczylo i niedawal sily wyjsc.niemoglam Go urodzic,niemialam juz sil... skurcze slably a one mowily ze glowka juz wychodzi- goowno prawda! po 15 godzinach od pierwszego skorczu urodzilam Go ...ale nieruszal sie ,nieplakal.... cos bylo nietak zaczelam sie drzec co z moim synkiem!!!!!..... reanimowali Go , uratowali, podlaczyli pod tysiece kabli, maszyny , robili badania - okazalo sie ze wewnatrz mnie byl niedotleniony 25minut!! mial niedotlenienie mozgu.zyl tydzien pod maszynami - umarl mi na rekach .... NIEMAM PO CO ZYC..... ..... jak ktos jest niekompetentny i nieumie wykonywac swojej pracy to niech idzie krowy doic - a i o tym trzeba miec pojecie.... zabilli mi zdrowe i silne dziecko!!!!
odpowiedz
pokaż 22 ukryte odpowiedzi
Ocena: 0 [0]
~gini
[2010-04-20 10:19]
sama mam synka, ma już prawie rok... gdy przeczytałam Twoją historię łzy mi się zakręciły bo sama wiem jakie to wspaniałe być w ciązy, dbać o to życie które jest w Tobie, być matką...nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić co czujesz... powiem Ci Kochana podaj tych ludzi do sądu, wiem że żadne pieniądze nie zrekompensują tego co przeżyłaś,ale ci ludzie mogą zniszczyć komuś życie jeszcze wiele razy tak jak Tobie to zrobili, może uda się a to ocali być może jakieś dzieciaczki które mogą trafić w łapska tych bestialców... życzę Ci wszystkiego dobrego, trzymaj się*
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~dora
[2010-04-20 10:35]
To okrutne ale w wielu szpitalach pracują ludzie bez serca potwory a niektórzy wprost dopominają się łapówki. Wiem bo rodziłam 2 razy Pamiętajcie kochane przed wyborem szpitala gdzie chcecie rodzić popytajcie znajomych o opinie jak tam jest i których lekarzy unikać Dochodzenie swoich praw nic nie da bo to jest mafia lekarska ściśle powiązana każdy każdego kryje. Trzeba temu zapobiegać wcześniej Powoli traktowanie na porodówkach poprawia śię ale unikajmy tych okrytych złą sławą
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~aga
[2010-04-20 12:14]
Bardzo Pani współczuję. Ja rodziłam trzy lata temu. O 15 podłączono mnie pod ktg. O 15 panika, wszyscy koło mnie biegają, nikt nie mówi o co chodzi. Wody płodowe zaczęły mi się sączyć. Z rozmów między lekarzami wywnioskowałam, że dziecko się poddusza, że natychmiast trzeba mi robić cesarkę. A w szpitalu nie ma żadnego pediatry!!! Czekałam tak jeszcze trzy godziny. Urodziłam po 19. Córka dostała 9 punktów, a lekarka z rozbrajającym usmiechem powiedziała, że była przekonana, ze więcej niz trzy to nie dostanie. Szok.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~MAMA
[2010-04-20 12:41]
Właśnie siedzę i zalewam się łzami, ja też miałam podobny przypadek , u mnie położna nie wyczuła bicia serduszka mojego synka , szybko podłączono mnie do aparatury danp zastrzyki , kroplówke na wywołanie skurczy ale ich nie odczuwałam błagałam lekarzy o zrobienie cesarki ratowanie dziecka to usłyszałam ,że nie jestem lekarzem i nie tak łatwo wykonać cesarke ,udało się przywrócić puls dziecku a mnie na siłę próbowano wywołać skurcze to wszystko doprowadziło , że traciłam przytomność zrobili cesarkę ale mój synek nie oddychał cudem Go uratowali .Doprowadziło to do tego że straciłam zaufanie do służby zdrowia i posiadania więcej dzieci nie chcę przeżywać teg znów. tym bardziej że ukrywali faktyczny stan mojego synka , a ja trafiłam ponownie na oddział z powikłaniami po cesarce . Z każdym dniem myślę iboje się ojego stan zdrowia obecnie ma 10 lat i jest cudownym mądrym chłopcem delikatnego zdrowia. Czuję i wiem jak Pani to przeżywa z głębi serca współczuje.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~Dorota
[2010-04-20 12:46]
Moja koleżanka przeżyła to samo, ale jej synek żyje. Tylko co z tego chłopczyk ma teraz 4 latka i ma porażenie mózgu, nie chodzi, nie mówi, słabo widzi, słabo słyszy. Takie warzywko do hodowania.
odpowiedz
pokaż 17 wcześniejsze odpowiedzi
Ocena: 0 [0]
~ktośka
[2010-04-20 12:57]
odp: z tym WARZYWKIEM TO PRZESADZIŁAŚ !!!!!!
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~Dorota
[2010-04-20 13:12]
Nie przesadziłam. Dziecko całymi dniami tylko leży, jest karmione, przewijane. Nigdy nie będzie chodzić, nigdy nie powie słowa 'mama', bardzo słabo słyszy i widzi i lekarze mówią, że może całkowicie stracić słuch i wzrok. Do końca życia jest skazany na opiekę przez 24h
Całe jego życie będzie ograniczało się do ciemności, głuchości... Ja sobie nie wyobrażam leżeć i nic nie słyszeć, nic nie widzieć, nie wiedzieć co się ze mną dzieje... tak, dla mnie to jest roślinka do hodowania. Brutalnie to brzmi, ale taka jest prawda.
I jeszcze brutalniej mogę dodać, iż moja koleżanka mówi, że wolałaby gdyby jej syn wtedy zmarł. Bo to życie które on ma teraz to nie jest życie. Ona i jej mąż też nie mają życia.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~mimbla
[2010-04-20 13:32]
Współczuję. Nie wiem czy może być większy ból. Ja też nie miałam miłych doświadczeń. Rano ok. 9.00 w szpitalu lekarz zrobił mi USG i zawiadomił z przykrością, że dziecko się nie rusza. Przyszła pani ordynator, pokiwała ze smutkiem głową, dowiedziała się że mam 40 lat i to czwarta moja ciąża, ale pierwsza donoszona do 40 tygodnia. Powiedziała, że bardzo jej przykro. Odesłali mnie na salę, leżałam płacząc i umierając ze strachu i niepokoju do 15.00. Podłączyli KTG, serduszko pracowało prawidłowo, ale położna nie dawała mi nadziei, na moje pytania odpowiadała że trudno powiedzieć coś jednoznacznie. Potem zabrali mnie na cesarkę, bo nie miałam żadnych symptomów bliskiego porodu, a uznali już że dziecko raczej nie ma szans... Ku mojemu wielkiemu szczęściu dziecko urodziło się zdrowe. Płakałam tym razem z radości. Nie zapomnę tego dnia, straszne doświadczenie.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~ifka
[2010-04-20 13:56]
jak mozna o tak chorym dziecku powiedziec warzywo???!!! No chyba, ze matka dziecka tak o nim sie wypowiada, to to pozwoli Ci je tak okreslic!!! Ciekawe czy tak nazwalabys swoje chore biedne umeczone dziecko??!!
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~aga
[2010-04-24 10:47]
kochana ja też straciłam swojego 1 synka.byłam w 41 tygodniu ciąży zdrowa silna nie miałam rzadnych kłopotów zdrowotnycz podczas ciąży. tak czekałam na mojeg synka tak pragnęłam go uściskac!trafiłam na patologie ciąży z powodu braku ruchów po zbadaniu przez lekerza okazało sie że wszystko okey wody płodowe dobry kolor ktg tez dobre.z niedzieli na poniedziałewk dostałm bóli i krwawiłam skrzepy ze mnie szły zgłaszałam niby wszystko znowu było okey???a jednak trafiłam na porodówke błagałam rzeby mi pomogli ale słyszałam tylko śmiechy i kpiny że symuluje że udaje!!!!zaczęłam rodzić robiło mi się słabo niedobrze!po podłaczeniu pod ktg po raz 3 okazało sie że poraz 3 ustaje puls i dopiero jak 3 raz ustał puls wzieto mnie na cesarke niestety nie zdażli .urodziłam synka ważył 4300kg podłączyli go pod maszyny i wysłali do Gdańska nawet go nie widziałam i nigdy już nie zobacze nigdy nie przytule nie pocałnuje!!!!!!wiem co czujesz ..........
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~Karolina
[2010-04-21 07:46]
Zostałam potraktowana dobrze
Urodziłam synka ze śmiertelna wada rozwojową w 41 tygodniu. Po porodzie zgodnie z moją wolą byłam ze swoim martwym już synkiem dwie godziny, potem przewieziono mnie na salę jednoosobową n ginekologię. Rodziłam w małym miasteczku, a opiekę miałam dobrą. Większość lekarzy okazało mi zrozumienie.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~zrozpaczona
[2010-04-20 11:04]
niepwawda
jestem położną ponad 34 lata i jestem w szoku czytając te opinie:-( mamy ścisłe procedury jak postępować w razie martwego porodu i poronienia, w mojej karierze zawsze pacjentka decyduje /nawet w czasach komuny/ o tym jak mamy postąpić z jej dzieciątkiem, jesteśmy tylko od pomocy , staramy się jak możemy, ale czasem życie brutalne, nie mamy na wpływu
odpowiedz
pokaż 10 ukrytych odpowiedzi
Ocena: 0 [0]
~nikt wazny
[2010-04-20 11:38]
mysle ze nikt nie twierdzi ze wszyscy lekarze i wszcystkie polozne sa zle, ale srodowisko lekarskie oraz srodowisko poloznych bezwglednie powinno nsie samo oczyszczac z niewlasciwych osob, by te zle opinie, generalizowane nie uderzaly w osoby ktore z powolaniem i profesjonalizmem wykonuja swoj zawod. Tego wlasnie najbardziej nie moge zrozumiec dlaczego tak sie nie dzieje...
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~Tyś
[2010-04-20 11:54]
hmmm ja wiem, ze nie wszyscy tak postępują...ja mialam wywoływane poronienie, bo były straszne komplikacje...i kiedy dostałam silnych skurczy i zaczęłam krwawić pielęgniarka przyszłą i stwierdziła, ze cyt" skoro płód nie wypadł pani nie poroniła"...zostwili mnie bez żadnej opieki na całą noc...bagatelizowały mnie...jak się następnego dnia okazało poroniłam około godziny 20...czyli wtedy kiedy ona mnie sprawdzała...nie chce nic mówić...wdało się zakażenie dróg rodnych...ile tabletek się nałykałam i antybiotyków nikomu nie życzę...po prostu kobiety w takim stanie są traktowane okropnie...ważniesza dla nich jest kobieta z "pewniejszą" ciążą, niż tak, która ją traci
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~Agnieszka
[2010-04-20 12:18]
Wywoływane poronienie - czyli aborcja. Gratuluję. Masz czego chciałaś.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~ANNA
[2010-04-20 12:27]
Agnieszko ja też Ci gratuluję Twojej głupoty i znieczulicy.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~pani prawda
[2010-04-20 12:40]
procedury przestan gadac bzdury rodzace macie w tyłku i tyle w temacie!!!!!!!!!
odpowiedz
pokaż 5 wcześniejszych odpowiedzi
Ocena: 0 [0]
~EDEK
[2010-04-20 12:42]
JAk KOBIETA MOZE TAK SIE ZACHOWYWAC W STOSUNKU DO INNEJ KOBIETY ZERO WSPOLCZUCIA CO Z WAMI POLOZNYMI? JESTESCIE POTWORAMI? CZY MATKAMI?
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~xy
[2010-04-20 12:49]
polozne i lekarze tylko czekaja na łapowke nie dasz to jestes zbednym przedmiotem a potem pisze ci taka ze jest w szoku po przeczytaniu opinii moja droga skoro wy sami nie umiecie eliminowac osob nie nadajacych sie do tego zawodu miedzy soba to niedziwcie sie spoleczenstwu ze tak a nie inaczaej o was mysli
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~ewa
[2010-04-20 13:58]
...to samo przeszłam, tylko współczuć, leżałam z obumarłą ciążą, jak się później okazało od 4 tygodni chodziłam z tą ciążą nie wiedząc że noszę obumarły płodzik, faszerowali mnie tabletkami na podtrzymanie ciąży bo lekarz nie mógł się wyznać, po tygodniu jak już stwierdzili że jest obumarła, usunęli ciążę gdzie o mały włos byłabym pozbawiona macicy bo mi groziło zakażenie, i po tym wszystkim w dalszym ciągu chcieli mnie faszerować lekami na podtrzymanie ciąży, jak zwróciłam uwagę po co mi te tabletki jak nie noszę już dziecka, pielęgniarka stwierdziła że to czy zażyję czy nie to moja sprawa i przez 3 dni 3x dziennie przynosili mi te tabletki. Szok.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~niki
[2010-04-20 20:26]
Droga Agnieszko ty chyba nie rozróżniasz pojęć aborcja to usunięcie niechcianej ciąży, a wywołanie poronienia dokonuje się gdy dzieciątko w łonie matki z jakichś przyczyn jest martwe a jest już zbyt duże by dokonać łyżeczkowania .Wtedy więc u takiej MATKI farmakologicznie wywołuje się akcję porodową .Poród taki wygląda prawie tak samo tylko finał jest inny łzy radości zastępują łzy rozpaczy ,szok i nieopisany ból .
Wiec kochana Agnieszko następnym razem poczytaj troszkę na temat na który zamierzasz się wypowiedzieć bo swoją ignorancją i głupotą możesz mocno kogoś zranić .
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~ponownie ja
[2010-04-20 18:33]
usunięto post??
nieistotne w jakim mieście i w jakiej klinice. Byłam w 6 miesiącu mojej pierwszej i zagrożonej ciąży na oddziale patologii. Informację na wieczornym obchodzie, że nie czuję ruchów dziecka młoda lekarka (jedyna na owym obchodzie) skwitowała, że pewnie za bardzo się na tym skupiam i tak mi się wydaje. Na porannym obchodzie juz nie zignorowali moich obaw. Najpierw ktg, które nic nie obrazowało, potem usg, któe potwierdziło. Od tego momentu byłam traktowana "na specjalnych warunkach". Trafiłam na osobną salę, gdzie była juz kobieta w podobnej sytuacji. Wokół cisza i taktowny personel. Przez 3 dni mój oporny organizm nie chciał zdecydować sie na poród. Tyle dni pozwoliło mi lepiej psychicznie podejść do czekającego mnie porodu. I sądnego dnia na sali porodowej postanowiono uszczęśliwić mnie obecnoscią praktykantek położnych "do towarzystwa", któe nie oglądając mojej karty zaczęły zabawiać mnie rozmową. Odpowiadałam na pytania typu, czy mam juz dzieci, czy to moje pierwsze. Jednak przy stwierdzeniu ,ze teraz będzię w domu weselej nie wytrzymałam. Posypałam sie kompletnie i wyrzuciłam je z sali. Już ich do mnie nie przysłali tylko oddziałowa przyszła przeprosić. Potem znów cisza... Salę poporodową tez dostałam z gronem współtowarzyszek niedoli. Czyli też nie drażnił mnie widok szczęśliwych mam. Dlatego chyba nie można uogólniać. Traktowanie nie zależy od szpitala tylko od konkretnego człowieka. A dodatkowo traktują nas na tyle na ile im sami pozwolimy. Więc walczcie o swoje!
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~NIC
[2010-04-20 13:42]
MAM DO WSZYSTKICH PYTANIE
CZY KTOŚ Z WAS SPOTKAŁ INTELIGENTNA PILĘGNIARKĘ.JA NIE ,ANI W RODZINIE ANI WSRÓD ZNAJOMYCH ANI OBCYCH W SZOPITALU,DAJCIE NAMIARY JEŚLI TAKA ZNACIE.
odpowiedz
pokaż 3 ukryte odpowiedzi
Ocena: 0 [0]
~zrozpaczona
[2010-04-20 13:48]
Ocena: 0 [0]
~kiki
[2010-04-20 14:43]
może właśnie przez takie komentarze jak ten, jest ich tak mało... Te najfajniejsze, inteligentne dziewczyny często rezygnują ze studiowania pielęgniarstwa jak odczują na własnej skórze jak się je traktuje... Sami jesteście winni, że te najlepsze odchodzą z zawodu.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~szyszka
[2010-04-20 15:54]
Widocznie obracasz sie w kręgu niezbyt inteligentnych ludzi skoro nie spotkałeś inteligentnej pielęgniarki. Ja mam taką w rodzinie i uwierz mi radze się jej pod każdym względem zarówno zdrowotnym jak i życiowym. Wolę skonsultować przeziębienie mojego dzicka z nią niż z jakimś lekarzem ponieważ wiem że podejdzie ona do tego emocjonalnie i na pewno będzie kierowała się dobrem dziecka a nie tak jak lekarz kolejnym haczykiem w liście pacjentów zapisanych w NFZ za którego dostanie kasę. Więc jeśli uważasz że nie ma inteligentnych pielęgniarek to albo zmień znajomych albo otwórz szerzej oczy.
Powodzenia!!!
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~anbell
[2010-04-20 15:10]
znam ten smak...
ja już to przeżyłam... szpital... poronienie... i zostawiona byłam sama sobie... w bólach... lekarz mówił że panikuję kiedy ja traciłam przytomność i wymiotowałam z bólu... pielęgniarki bez jego zgody przeprowadziły morfologię- przestraszone były... nie mogę na nie złego słowa powiedzieć... ale lekarz- złego nie życzę, ale niech otworzy oczy!
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~chwalą Niemcy
[2010-04-20 13:52]
Polki mieszkające przy granicy wolą rodzić w Niemczech
bo obsługa jest milsza i lepsze mają warunki oraz profesjonalną obsługę
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~pumohel
[2010-02-13 16:36]
ja urodzilam martwe dziecko w dziewiatym m-cu ciazy.na moich oczach polozna zawinela mojego malego synka w szary papier i polozyla za moja glowa,oprocz tego po porodze polozono mnie na sali razem z kobietami ktore karmily i przytulaly swoje skarby.myslalam ze serce mi peknie.nikt tym sie nie przejal,zadnej pomocy ze strony psychologa,nawet glupiej rozmowy.POMOC PSYCHOLOGA I LOGICZNE PODEJSCIE POLOZNEJ,LEKARZA W TAKICH SYTUACJACH JEST NIEODZOWNA. od tego momentu minelo juz 12 lat a ja mam to ciagle przed oczami!
odpowiedz
pokaż 10 ukrytych odpowiedzi
Ocena: 0 [0]
~asik
[2010-04-20 09:35]
moja siostra 2 lata temu poroniła 1 dziecko...historia ta sama, położono ja na salę pełną kobiet z dziećmi...to jest chore!!!przepisy przepisami, ale gdzie są jakieś ludzkie odczucia?????????jestem przerażona!!
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~int
[2010-04-20 10:12]
Drogie panie dlaczego nie walczycie o swoje prawa w kraju.Przeciez to co opisujecie przechodzi ludzkie pojecie.Mysle ze nikt na zachodzie nawet nie ma o tym wyobrazni,i dobrze bo jeszcze bardziej by nas wysmiewano.Dlaczego pobierane sa skladki i kto za tym stoi ze jest taka sytuacja tragiczna.Inaczej tego nie mozna nazwac.TRAGICZNA.Tutaj nie powinno sie rozmawiac o podwyszkach dla personelu szpitalnego ale o ustanowieniu nowego prawa obrony pacjenta w kazdej sytuacji.Przeciez to jest niemoralne
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~sani87
[2010-04-20 10:36]
Witam ja urodziłam zdrowego synka ale koleżanka obok mnie niestety nie synek jej umarł . Położyli nas razem w sali ale za ok 2 godziny położna przyszła się zapytała czy chce na inną sale. Ale też żadnej innej pomocy nie było ani psychologa ani nic. Do dziś nie może się otrząsnąć chociaż już rok miną.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~kiki
[2010-04-20 11:09]
Słuchajcie, w moim szpitalu jeśli jest taka możliwość to kładzie się taką pacjentkę na inną salę, ale wszyscy wiemy jak jest w szpitalach - brakuje łóżek i niestety kładzie się taką pacjentkę tylko tam gdzie jest miejsce. Na psychologa szpital kasy nie ma. I nie jest tak, że to nikogo nie obchodzi. Owszem różni ludzie są w szpitalu, tak jak i na ulicy też są różni. Ale to nie znaczy że to nikogo nie obchodzi. Wy nie zawsze to widzicie, ale my naprawdę myślimy i współczujemy. Też uważam, że powinien być psycholog, powinny być oddzielne sale, spokój itp itd... powiedzcie to dla NFZ... albo dla dyrekcji szpitala... Co do szkoleń... w innych zawodach to pracodawca najczęściej opłaca kursy, a tu?? Jeśli położna chce iść na jakikolwiek kurs płaci za niego min. 200-500 zł ( i więcej) z marnej wypłaty to dużo. Sama opłaciłam sobie takie szkolenie "cichy poród" i szkoda, że nikt bezpłatnie nie wysłał na nie całego personelu.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~gocha
[2010-04-20 11:27]
ja takze stracilam coreczke w 39 tc, czyli w 9 m-cu ciazy, urodzilam ja martwa, polozyli mnie pozniej w pojedynczej sali, ale porod jak i ten czas po porodzie byl koszmarny, traktowali mnie jak dziwny przypadek, przedmiotowo... byl to najgorszy okres w moim zyciu, nikt nie porozmawial mi, nic nie powiedzial, jedynie ze tak sie zdarza..... nawet nie wiedzialam ze studenci byli podczas porodu, byl to moj I porod, nie wiedzoalm jak to ma wygladac, porod w ciszy i gapie, gdybym wiedziala to bym kazala wyjsc, a tak nikt nie zapytal sie o zgode.... odpowiedzieli ze musza sie jakos nauczyc, musza widziec i takie sytuacje....a gdzie w tym wszytskim bylam ja i moj maz.....? koszmar, ktory trwa do dzis, a coreczka jest aniolkiem ponad dwa lata :(
terapie znalazlam na necie, na forum e-mama...tam znalazlam pomoc, wsparcie, i trwa do dzis
odpowiedz
pokaż 5 wcześniejszych odpowiedzi
Ocena: 0 [0]
~gość
[2010-04-20 11:38]
Myślę, ze wszystko zależy od dobrej woli personelu. Ja szczęśliwie mam dwoje dzieci, ale podczas jednego z porodów, trafiła na oddział pani, która urodziła przedwcześnie martwe dziecko, prosto z porodówki zabrano ją na oddział ginekologii mimo ze formalnie była pacjentką położnictwa. Nikomu do głowy nie przyszło, żeby kazać przebywać jej w jednej sali razem ze świeżo upieczonymi mamusiami tulącymi swoje maleństwa.... więc naprawdę wystarczy trochę empatii i dobrych chęci. Z brakiem psychologa musimy się chyba pogodzić, na wielu oddziałach szpitalnych maja miejsce traumatyczne przeżycia i chyba nigdzie nie można liczyć na taką pomoc.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~grazyana
[2010-04-20 12:05]
To wszystko prawda. tylko dlaczego Polki- w większości katoliczki trzeba uczyć empati? czy to nie powinno wynikać samo z siebie? to w 99 % kobiety i nie potrafią okazac delikatnosci i współczucia? Może po prostu są wypalone i powinny zmnienić pracę?Wiem,ciągle na wszystko brakuje pieniędzy, ale odpowiednie zachowanie nic nie kosztuje. trzeba tylko chcieć.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~kiki
[2010-04-20 12:12]
dokładnie, jeśli nie ma wolnej sali na położnictwie to czasami przewozi się taką pacjentkę na ginekologię - ale tam też często jest przepełnienie, niestety
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~mama3
[2010-04-20 12:15]
Moje przezycia też były traumatyczne.Urodziłam synka miesiąc wcześniej,bo lekarz nierozwaznie kazał odstawić mi leki na podtrzymanie ciąży i odesłał do domu.W nocy trafiłam na porodówkę.Bardzo szybko urodziłam,synek 9 Apgaru,waga 2800,zdrowy,płaczący!Po kilku godzinach niepokoju - wciąż mi go nie przynosili,tłumacząc,że wczesniak i nie grzeje się prawidłowo,wiec jest na obserwacji - pielęgniarka powiedziała mi: jeśli jest pani wierząca i chce ochrzcić dziecko,to trzeba natychmiast wezwać księdza,bo dziecko nie przezyje nocy. I tyle. Odesza zostawiając mnie w szoku i osupieniu.Działałam jak automat,ksiądz,spowiedź, chrzest,pielęgniarki jako chrzestne i moje malenstwo podłączone do respiratora i szeregu pomp infuzyjnych.Na moje pytanie: co mu jest,co się stało?, padała odpowiedź: nie wiemy,ale robimy wszystko co w naszej mocy.Ich miny mówiły jednak-nie ma szans,natomiast mnie nikt nie otoczył ŻADNĄ opieką.Cały czas płakałam,lezałam oczywiście na sali razem ze szczęśliwymi mamusiami i ich maleństwami,a ja mogłam tylko wyć i błagać Boga o pomoc. I Bóg wysłuchał moich próśb.Nie mam dzis pretensji do personelu położnictwa, ale wiem,ze gdyby wtedy ktokolwiek mi pomógł,nie bałabym się tak bardzo kolejnego porodu. Gdy rodziłam nastepne dziecko - o czasie i bez powikłań - to zamiast wspólpracować z położną podświadomie wstrzymywałam moment parcia,ze strachu że gdy oddam dziecko w ręce lekarzy to znów mi je skrzywdzą jak poprzednie dziecko ktoremu zafundowano zachłystowe zapalenie płuc. Na szczęście dla moich dzieci wszystko skończyło się dobrze,ale ja mimo upływu czasu (9lat) nadal mam w pamięci tamte straszne chwile gdy byłam zdana tylko na Boga i na siebie.Mam nadzieję,że wkrótce opieka nad mamami, które rodzą inaczej niż przewidują standarty zmieni się na tyle,byśmy szły na porodówkę bez strachu i pełne wiary,że cokolwiek się zdarzy,będziemy traktowane z godnością i nalezytą starannością.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~lola
[2010-04-20 13:44]
Ja poroniłam w czwartym miesiącu. Nie powiedziano mi nawet jakiej płci było Dziecko i co się z nim stało. Szybko zostałam wypisana ze szpitala bez jakiejkolwiek informacji od lekarzy co mogło być powodem poronienia i jak radzić sobie z tym psychicznym bólem. Mało tego, że nie rozmawiał ze mną ani lekarz ani psycholog to nawet nie zostałam poinformowana że mogę ( powinnam) z pomocy psychologa skorzystać.
Od tego czasu minęło 12 lat i już nigdy więcej nie zdecydowałam się na dziecko. Bałam się... tak bardzo bałam się że może zdarzyć się, że kolejny raz będę przechodzić przez podobną sytuację.... A przeżycia te zaważyły na całym moim dalszym życiu.... na przykład rozsypało się moje małżeństwo… bo mąż chciał mieć dużą rodzinę !
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~zrozpaczona
[2010-04-20 13:35]
oj boli
może z boku tak to wygląda,przychodzę na dyżur i mam kilka rodzących plus rodziny, jestem sama na dyżurze, muszę tak lawirować, żeby dobrze wykonac swoją pracę, obsłużyc prawidłowo porody, wypełnić morze papierów, pomyć i popakować narzędzia, czesto nie mam czasu na jakis posiłek, łyk kawy lub herbaty w biegu,staram się uśmiechać ale wybacz czasami nie mam siły
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~zrozpaczona
[2010-04-20 13:34]
oj boli
może z boku tak to wygląda,przychodzę na dyżur i mam kilka rodzących plus rodziny, jestem sama na dyżurze, muszę tak lawirować, żeby dobrze wykonac swoją pracę, obsłużyc prawidłowo porody, wypełnić morze papierów, pomyć i popakować narzędzia, czesto nie mam czasu na jakis posiłek, łyk kawy lub herbaty w biegu,staram się uśmiechać ale wybacz czasami nie mam siły
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~zatroskany pacjent
[2010-04-20 11:58]
Za mało pieniędzy jest dla służby zdrowia
powinniśmy oddawać nie 10% a przynajmniej 30% od swoich dochodów
wtedy będziemy zdrowi
za mało jest pieniędzyw systemie
co wy sobie wyobrazacie, że lekarz będzie pracował za marne 20tys
odpowiedz
pokaż 2 ukryte odpowiedzi
Ocena: 0 [0]
~el
[2010-04-20 12:38]
Co za bzdury, gdyby każdy kto skończył szkolę tak podchodził do fachu nie mielibyśmy niczego. Lekarz nie jest taki biedny, zawsze może pracować prywatnie. Jak nie ma powołania to niech się nie pcha do leczenia na państwowo. Ci leczący na państwowo powinni być surowo karani. Na prywatnie pacjent sam się decyduje na ich niekompetencje. Ich poziom wiedzy jest straszny nie potrafią odróżnić podstawowych chorób. Nie są w stanie skierować na podstawowe badania bo nawet nie wiedzą na jakie. Przepisują leki bo im się coś wydaje. Gdyby nakręcić program usterka w polskich przychodniach i szpitalach byłby to niekończący się tasiemiec z tragedią w roli głównej.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~anula
[2010-04-20 13:27]
Za malo pieniedzy!!!! 20tys!!! to za malo pieniedzy???? A ile zarabia przcietny polak, czy przecietna rodzina z dziecmi?
Zastanow sie co ty mowisz!
Mam nadzieje ze nie spotka cie to co spotkalo te kobiety, bo wtedy inaczej bys mowlila, lub mowil.
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~olooo
[2010-04-20 13:27]
co ty piszesz?!
Co trzecie dziecko i co piąta kobieta umierały wtedy przy porodzie! Zapytaj dziedków i rodziców, nasi dziadkowie lub pradziadkowie pamiętaja t e czasy!
odpowiedz
Ocena: 0 [0]
~iza
[2010-04-20 13:14]
ja też przeżyłam koszmar
Moje przeżycia są bardzo podobne, tyle, że mnie zostawili w szpitalu. I co z tego ? I tak nie dopilnowali przebiegu poronienia. Dali tabletkę na skurcze i poszli sobie. Nie mówiąc w ogóle co będzie się działo dalej. Wiadomo było co stanie się dalej, ale to w jaki sposób zakończyło się poronienie było dla mnie, jest i pozostanie do końca życia wielkim koszmarem.
Poszłam do toalety, wszystko ze mnie wyleciało, mąż zawołał pielęgniarkę, która nic nie znalazła za przeproszeniem w kiblu. Na dodatek cały personel medyczny nie wierzył mi, że już nie mam w sobie mojej kruszynki.
Leżałam tak jeszcze dwa dni, cały czas dostając tabletki na skurcze, tylko po co?, skoro już poroniłam a moje dziecko znalazło się w kiblu. Po tych dwóch dniach jeden z lekarzy mi uwierzył, zrobił usg i rzeczywiście okazalo się, że już nic nie ma we mnie.
No i oczywiście cały czas leżałam na sali z dziewczynami, które już lada dzień miały rodzić. To też było straszne. Cały czas rozmawiały o porodzie, o dzieciach, o wyprawce dla malucha, a ja musiałam tego słuchać.
Masz rację Ago tego nie da się uleczyć, to zostaje na całe życie.
odpowiedz